-Myślałam, że umrę! Boże, nigdy nie zrozumiem rodziców! Oni są.. są.. są.. -Leona poczerwieniała nieco na policzkach ze wstydu jak i wściekłości. Spacerowała z Leonem po parku wspominając całą podróż do miasta w którym rozpoczyna następny etap swego życia.
-No kto by pomyślał, że się na to odważą-bliźniak Leony podrapał się po policzku i westchnął.-Przecież od samego początku niezbyt za nimi przepadali.
-Arghh....-warknęła pod nosem dziewczyna i zacisnęła pięści w wyrazie wściekłości.-Ja już sama nie wiem.
Aby dowiedzieć się o co chodzi, Drodzy Czytelnicy, cofnijmy się kilka dni, do czasu kiedy nasi bohaterowie rozpoczynali swą podróż.
Leona poprawiła torbę zawieszoną na ramieniu, którą w ostatniej chwili, gdy wsiadała do pociągu, odebrała od swojego ojca. Szybkim ruchem otworzyła drzwi przedziału i nie bawiąc się w delikatności, przeszła po nogach siedzącego na podłodze punka.
-Nosz kurwa Leona no!-krzyknął łapiąc się za obolałą kostkę. Dziewczyna spojrzała na niego, wytknęła język mówiąc"ciebie też miło widzieć, Adam" i usiadła obok pewnej dziewczyny, która dzięki za dużym ubraniom( jak i odpowiedniej fryzurze) wyglądała jak facet. Nazywała się Milena. Leona rozejrzała się po przedziale-oprócz punka i dziewczyny, o której w duchu Leona mówiła "homo-nie-wiadomo", było też jeszcze troje młodych ludzi.
Arek, komputerowy świr ubrany jak .. tak właściwie Arek był idealnym przykładem braku wyczucia i stylu.Wszystko co nie miało choćby najmniejszego powiązania z komputerami, było nie warte jego uwagi, i krótko mówiąc, olewał to. W momencie kiedy Leona na niego spojrzała, wpatrywał się w ekran laptopa siedząc obok okna.
Ed-skrót od Edward-zwariowany otaku, przyszły tłumacz japońskiego, który nigdy nie rozstaje się ze swoimi kocimi uszami, leżał sobie spokojnie pochrapując obok Arka ("to dlatego Adam siedzi na podłodze", pomyślała Leona). Te uszy, o dziwo mu pasują a wszystkie dziewczyny, które go znają, zgodnie twierdzą, że jest niesamowicie przystojny i słodki.
No i wreszcie Kamil-wysoki sportowiec, non-stop ubrany na sportowo (poza takimi okazjami jak ślub, pogrzeb czy urodziny mamy), nigdzie nie rusza się bez swojej piłki do koszykówki podpisanej przez największe sławy tegoż sportu. On natomiast siedział po lewej stronie Mileny.
-No Leona, nie spodziewałaś się nas prawda?-spytała dziewczyna siedząca obok Leony.
-Szczerze?-dziewczyna kiwnęła głową z uśmiechem-Nie chciałam widzieć waszych parszywych mord do końca życia.-mina dziewczyny nie zmieniła się ani odrobinę, gdyż wiedziała, że jej koleżanka, często wypowiada słowa odwrotne od swoich myśli.
-Leona!-dziewczyna aż podskoczyła ze strachu słysząc krzyk brata.-Bierz swoje walizki a nie ja je muszę targać!
-Taka rola mężczyzny, pogódź się z tym.
Leon, nie mając już siły do siostry, pogodził się z tym i wepchnął wszystkie bagaże na górną półkę a następnie niezbyt delikatnie usiadł między nią a Mileną.To będzie ciekawa podróż, pomyślał a jego bliźniaczka kiwnęła głową jakby wiedziała o czym pomyślał.
To byli ONI- siedmioosobowa grupa przyjaciół, których nic nie łączyło poza wspólną chęcią zabawy. Nie można było o nich powiedzieć "przyjaciele" jedynie "dobrzy znajomi" czy coś w tym stylu. Razem wychodzili na imprezy, razem je organizowali, pomagali też sobie kiedy któreś z nich miał jakiś problem. Nikt nie wymagał niczego poza tym, wszystkim taki układ pasował idealnie.
Słowa Leona były niezwykle trafne. Od samego początku aż do momentu zatrzymania pociągu, ani na chwilę nie było cicho w ich przedziale. A to grali w pokera, zarówno na pieniądze jak i rozbieranego (nasza główna bohaterka okazała się całkiem niezłym graczem-zgarnęła 300 złotych i bokserki Adama w trupie czaszki); a to w butelkę (głownie padały pytania czysto związane z erotyką), a to oglądali filmy na laptopie Arka, nawet śpiewali wspólnie piosenki z gatunku disco polo-jedynego gatunku, którego wszyscy nienawidzili, ale nic lepszego nie mogli wymyślić. Nawet w czasie kiedy jedli, rozpętała się mini-wojna na jedzenie pomiędzy Leoną a Edziem!
Leon wykorzystując chwilę nieuwagi siostry zmył się, zostawiając ją niedaleko centrum handlowego.
-Gdzie on..?!-jej twarz wyrażała lekkie zdumienie i nic poza tym.-A niech idzie..-mruknęła i nie śpiesząc się ruszyła w stronę centrum wyciągając przy tym słuchawki z kieszeni. Miała teraz chwilę dla siebie, wykorzystała ją na myślenie o przyszłości, co zszokowało ją samą.
"Jeszcze tylko przejść przez ulicę i...", pomyślała kiedy zobaczyła nadjeżdżającą na rowerze postać nieznanej płci.
-No co jest...?!-krzyknęła czując jak w nogawki spodni wsiąka woda z kałuży. Postać zatrzymała się na moment i wróciła do Leony, prowadząc obok rower.
-Przepraszam..-usłyszała męski głos i przyjrzała się mu. Miał niebieskie oczy, ciemnawe włosy i był niesamowicie wysoki, Leona z niezwykłą niechęcią przyznała, że był przystojniejszy niż Ed-Nie chciałem, naprawdę, przepraszam.
-Myślisz, że zwykłe przepraszam załatwi sprawę?-powiedziała lekko podnosząc głos-Teraz będę musiała wrócić do akademika żeby się przebrać a nie mam na to czasu!
-Zdaję sobie sprawę z tego, że jedno słowo nie naprawi tego, ale nie musisz być od razu taka nie miła!-tym razem to on podniósł głos.
-Ja niemiła?! To ty jesteś niewychowany gburze!
-Gdybym nie był niewychowany, nawet nie wróciłbym aby cię przeprosić, ignorantko!
-Idiota! Arghhhhhhhhhhh!-warknęła i odpychając go na bok, przeszła przez pasy.
Będąc w środku budynku, udała się do pierwszego lepszego sklepu i kupiła niemalże identyczne spodnie, jak te, które ten "idiota" jej ochlapał.
-Eh...-odetchnęła pozbywając się resztek wściekłości i udała się do swojego ulubionego sklepu z książkami. Szybko podeszła do działu z książkami o tematyce fantastycznej i uśmiechnęła się niczym psychopata. Przeglądała z czcią wszystkie książki, które później odkładała na miejsce z małym zawodem. Kiedy nie znalazła takiej, która by się jej spodobała podeszła do półek na których znajdowały się mangi, przy których stała dziewczyna na oko w jej wieku o intrygującym kolorze włosów.