sobota, 18 sierpnia 2012

"Ja niemiła?! To ty jesteś niewychowany, gburze!"

-Myślałam, że umrę! Boże, nigdy nie zrozumiem rodziców! Oni są.. są.. są.. -Leona poczerwieniała nieco na policzkach ze wstydu jak i wściekłości. Spacerowała z Leonem po parku wspominając całą podróż do miasta w którym rozpoczyna następny etap swego życia.
-No kto by pomyślał, że się na to odważą-bliźniak Leony podrapał się po policzku i westchnął.-Przecież od samego początku niezbyt za nimi przepadali.
-Arghh....-warknęła pod nosem dziewczyna i zacisnęła pięści w wyrazie wściekłości.-Ja już sama nie wiem.
Aby dowiedzieć się o co chodzi, Drodzy Czytelnicy, cofnijmy się kilka dni, do czasu kiedy nasi bohaterowie rozpoczynali swą podróż.

Leona poprawiła torbę zawieszoną na ramieniu, którą w ostatniej chwili, gdy wsiadała do pociągu, odebrała od swojego ojca. Szybkim ruchem otworzyła drzwi przedziału i nie bawiąc się w delikatności, przeszła po nogach siedzącego na podłodze punka.
-Nosz kurwa Leona no!-krzyknął łapiąc się za obolałą kostkę. Dziewczyna spojrzała na niego, wytknęła język mówiąc"ciebie też miło widzieć, Adam" i usiadła  obok pewnej dziewczyny, która dzięki za dużym ubraniom( jak i odpowiedniej fryzurze) wyglądała jak facet. Nazywała się Milena. Leona rozejrzała się po przedziale-oprócz punka i dziewczyny, o której w duchu Leona mówiła "homo-nie-wiadomo", było też jeszcze troje młodych ludzi. 
Arek, komputerowy świr ubrany jak .. tak właściwie Arek był idealnym przykładem braku wyczucia i stylu.Wszystko co nie miało choćby najmniejszego powiązania z komputerami, było nie warte jego uwagi, i krótko mówiąc, olewał to. W momencie kiedy Leona na niego spojrzała, wpatrywał się w ekran laptopa siedząc obok okna.
Ed-skrót od Edward-zwariowany otaku, przyszły tłumacz japońskiego, który nigdy nie rozstaje się ze swoimi kocimi uszami, leżał sobie spokojnie pochrapując obok Arka ("to dlatego Adam siedzi na podłodze", pomyślała Leona). Te uszy, o dziwo mu pasują a wszystkie dziewczyny, które go znają, zgodnie twierdzą, że jest niesamowicie przystojny i słodki.
No i wreszcie Kamil-wysoki sportowiec, non-stop ubrany na sportowo (poza takimi okazjami jak ślub, pogrzeb czy urodziny mamy), nigdzie nie rusza się bez swojej piłki do koszykówki podpisanej przez największe sławy tegoż sportu. On natomiast siedział po lewej stronie Mileny.
-No Leona, nie spodziewałaś się nas prawda?-spytała dziewczyna siedząca obok Leony.
-Szczerze?-dziewczyna kiwnęła głową z uśmiechem-Nie chciałam widzieć waszych parszywych mord do końca życia.-mina dziewczyny nie zmieniła się ani odrobinę, gdyż wiedziała, że jej koleżanka, często wypowiada słowa odwrotne od swoich myśli.
-Leona!-dziewczyna aż podskoczyła ze strachu słysząc krzyk brata.-Bierz swoje walizki a nie ja je muszę targać!
-Taka rola mężczyzny, pogódź się z tym.
Leon, nie mając już siły do siostry, pogodził się z tym i wepchnął wszystkie bagaże na górną półkę a następnie niezbyt delikatnie usiadł między nią a Mileną.To będzie ciekawa podróż, pomyślał a jego bliźniaczka kiwnęła głową jakby wiedziała o czym pomyślał.
To byli ONI- siedmioosobowa grupa przyjaciół, których nic nie łączyło poza wspólną chęcią zabawy. Nie można było o nich powiedzieć "przyjaciele" jedynie "dobrzy znajomi" czy coś w tym stylu. Razem wychodzili na imprezy, razem je organizowali, pomagali też sobie kiedy któreś z nich miał jakiś problem. Nikt nie wymagał niczego poza tym, wszystkim taki układ pasował idealnie.
Słowa Leona były niezwykle trafne. Od samego początku aż do momentu zatrzymania pociągu, ani na chwilę nie było cicho w ich przedziale. A to grali w pokera, zarówno na pieniądze jak i rozbieranego (nasza główna bohaterka okazała się całkiem niezłym graczem-zgarnęła 300 złotych i bokserki Adama w trupie czaszki); a to w butelkę (głownie padały pytania czysto związane z erotyką), a to oglądali filmy na laptopie Arka, nawet śpiewali wspólnie piosenki z gatunku disco polo-jedynego gatunku, którego wszyscy nienawidzili, ale nic lepszego nie mogli wymyślić. Nawet w czasie kiedy jedli, rozpętała się mini-wojna na jedzenie pomiędzy Leoną a Edziem!

Leon wykorzystując chwilę nieuwagi siostry zmył się, zostawiając ją niedaleko centrum handlowego.
-Gdzie on..?!-jej twarz wyrażała lekkie zdumienie i nic poza tym.-A niech idzie..-mruknęła i nie śpiesząc się ruszyła w stronę centrum wyciągając przy tym słuchawki z kieszeni. Miała teraz chwilę dla siebie, wykorzystała ją na myślenie o przyszłości, co zszokowało ją samą.
"Jeszcze tylko przejść przez ulicę i...", pomyślała kiedy zobaczyła nadjeżdżającą na rowerze postać nieznanej  płci.
-No co jest...?!-krzyknęła czując jak w nogawki spodni wsiąka woda z kałuży. Postać zatrzymała się na moment i wróciła do Leony, prowadząc obok rower.
-Przepraszam..-usłyszała męski głos i przyjrzała się mu. Miał niebieskie oczy, ciemnawe włosy i był niesamowicie wysoki, Leona z niezwykłą niechęcią przyznała, że był przystojniejszy niż Ed-Nie chciałem, naprawdę, przepraszam.
-Myślisz, że zwykłe przepraszam załatwi sprawę?-powiedziała lekko podnosząc głos-Teraz będę musiała wrócić do akademika żeby się przebrać a nie mam na to czasu!
-Zdaję sobie sprawę z tego, że jedno słowo nie naprawi tego, ale nie musisz być od razu taka nie miła!-tym razem to on podniósł głos.
-Ja niemiła?! To ty jesteś niewychowany gburze!
-Gdybym nie był niewychowany, nawet nie wróciłbym aby cię przeprosić, ignorantko!
-Idiota! Arghhhhhhhhhhh!-warknęła i odpychając go na bok, przeszła przez pasy.
Będąc w środku budynku, udała się do pierwszego lepszego sklepu i kupiła niemalże identyczne spodnie, jak te, które ten "idiota" jej ochlapał.
-Eh...-odetchnęła pozbywając się resztek wściekłości i udała się do swojego ulubionego sklepu z książkami. Szybko podeszła do działu z książkami o tematyce fantastycznej i uśmiechnęła się niczym psychopata. Przeglądała z czcią wszystkie książki, które później odkładała na miejsce z małym zawodem. Kiedy nie znalazła takiej, która by się jej spodobała podeszła do półek na których znajdowały się mangi, przy których stała dziewczyna na oko w jej wieku o intrygującym kolorze włosów.

piątek, 1 czerwca 2012

Aidora poznaje Leona.Co z tego wyniknie?

Nastawał deszczowy poranek,przynosząc ze sobą zupełnie nowy dzień pełen niespodzianek.
Kropelki deszczu uderzały w parapety czy okna,przynosząc błogą ciszę,o którą trudno w tej skwarnej porze roku.Jagoda uwielbiała deszcz.Czuła się jak w swoim żywiole,gdy słyszała tą cichutką muzykę matki natury.Deszcz zawsze dawał jej poczucie bezpieczeństwa.Tą dziwną cechę dostrzegania i doceniania tych najbardziej małych rzeczy czy chwil,ofiarowała jej ciotka.Zawsze gdy siedziały w parku obserwowały ptaki czy ludzi.Nawet w pośpiechu Ela starała się przekazać to przyzwyczajenie swojej siostrzenicy,co udało jej się doskonale.Jednakże Aidora była dobrą obserwatorką.Z zupełnie zwyczajnych i niepowiązanych faktów,potrafiła stworzyć jedną całość,pozostawiając przy tym prawdopodobieństwo.Kiedyś chciała pracować jako detektyw czy policja,jednak jej lenistwo było największą przeszkodą.Nie umiała myśleć na zawołanie,przychodziło jej to w najmniej spodziewanym momencie.
Teraz właśnie wybudzała się ze swego snu.Podniósłszy się z łóżka rozejrzała się dookoła pół przytomna.
-Ale jestem padnięta....-powiedziała gburowato Jagoda,wstała i chwiejąc się dotarła do łazienki.W drodze do niej rzuciła przelotne ,,Dzień dobry".Gdy już była jako-tako ogarnięta,weszła do kuchni i usiadła przy stole.Ela spojrzała na nią uśmiechnięta po czym podała jej talerz z kanapkami i herbatę.
Dziewczyna zaczęła bardzo wolność zjadać potrawę,nie spuszczając wzroku z okna,za którym rozpętała się ulewa.
-Jak spałaś?
-Dzięki,dobrze.-odpowiedziała beznamiętnie dziewczyna.Nastała chwila ciszy,przerywana tylko uderzeniami kropel deszczu.
-Lubię taką muzykę.Naprawdę ładnie dzisiaj grają.-powiedziała cicho Jagoda,lecz na tyle głośno,by usłyszała to jej ciotka.Ela spojrzała na nią zdziwiona.
-Tak.....-szepnęła kobieta.-Nadal masz do mnie urazę?-spytała niespodziewanie,zmieniając swój głos na jeszcze bardziej łagodny.Aidora nie odpowiedziała.
-Hm......dobra szynka.W domu też taką jem.-powiedziała Jagoda zmieniając temat.Ciotka spojrzała na nią uważnie.
-Rozumiem.-powiedziała i wstała od stołu.Zaczęła ubierać buty potem płaszcz.-Klucze masz na stole jeśli będziesz chciała wyjść.-powiedziała i wyszła,zamykając za sobą drzwi.
Zdziwicie się na pewno,dlaczego Jagoda jest taka oschła dla ciotki i trzyma dystans.
Otóż pewnego dnia dowiedziano się,że Ela jest chora psychicznie.Pałała straszną rządzą bycia blisko Jagody,gdyż mówiła,że tylko ona jest w stanie zapewnić jej byt i szczęście.Nie dowiedziano się dlaczego ani co miała na myśli dokładniej.Gdy pewnego razu dzwoniła do swojej siostry,poprosiła aby Aidora przyjechała do niej na tydzień.Matka Jagody odmówiła,gdyż nie chciała aby córka przez cały tydzień nie chodziła do szkoły.Ela się zdenerwowała,przyjechała do Katowic pod dom swojej siostrzenicy i poprosiła swoją siostrę ponownie.Ta znowu odmówiła.Ela o mało co nie zamordowałaby matki Jagody.Wtedy kobieta spędziła 5 lat w ośrodku psychiatrycznym,a Aidora stała się o wiele ostrożniejsza.
-Dobra,czas się zbierać.-powiedziała do siebie Jagoda i wstała od stołu.-Tylko gdzie jest Ren?-dziewczyna zamarła-No tak,zawsze szwęda się nie wiadomo gdzie.I jak ja go mam znaleźć?-Aidora westchnęła.Weszła do pokoju ciotki i otworzyła swoją walizkę z ubraniami.Jednak zanim wybrała jakie ciuchy,zastanowiła się.-Po co mam się ubierać,skoro ubrana jestem?Co prawda spałam w tym,ale co tam.
Jagoda zamknęła na nowo walizkę i zaczęła się ubierać do wyjścia.Założyła trampki(jedyne buty które miała),płaszcz przeciwdeszczowy ze znakiem ,,Uchiha" na plecach,torbę,w której znalazła śpiącego Ren'a i wyszła.
***
Ulewa rozpętała się na dobre.Chodnikiem który ciągnął się wzdłuż ulicy oraz obok centrum handlowego i który teraz zupełnie opustoszał,szła wysoka dziewczyna.Jej ubrania były przykryte granatowym płaszczem przeciwdeszczowym ze znakiem ,,Uchiha" na plecach.Na jej ramieniu siedziało małe zwierzątko,ubrane również w płaszcz przeciwdeszczowy,tyle że był koloru pomarańczowego a na tyle mieścił się znak ,,Uzumakich".Gdyby ktoś zechciał ją chwilę poobserwować,zauważyłby,że chodzi tam i z powrotem,a i jej twarz wyraża niepokój.Można by rzec,że prawdopodobnie się zgubiła.
-Wiesz gdzie jesteśmy?-spytała dziewczyna.Małpka powiedziała coś w swoim języku,na co Jagoda pokiwała głową.-Matko,te miasto jest tak wielkie jak...nawet nie mam porównania.Dobra,może chodźmy do tamtego parku?Może ktoś akurat będzie.-powiedziała Aidora i skierowała się w kierunku parku.
Będąc już na miejscu,dziewczyna zaczęła słyszeć muzykę,a mianowicie zespół Big Bang.
Gdy poszła parę  kroków przed siebie zauważyła tańczącego chłopaka i magnetofon,z którego leciała muzyka.Stanęła jak wryta,obserwując chłopaka swoimi ciemnymi,teraz rozszerzonymi,oczami.
/Niesamowite.Te ruchy.....nigdy nie widziałam tak dobrze tańczącego chłopaka./pomyślała Jagoda.Stałaby tak pewnie jeszcze z godzinę,gdyby Ren nagle nie zeskoczył z jej ramienia i nie pobiegł w stronę chłopaka.Dziewczyna,nie dziwmy się,zaskoczona nagłym obrotem sytuacji,rzuciła się w pogoń za swoim zwierzęciem.Biegnąc myślała nad tym,o czym ma gadać z tym człowiekiem.Kto jak kto,ale ona była strasznie nieśmiała,zwłaszcza jeśli chodziło o płeć męską.Zauważyła,że chłopak łapie Ren'a,więc przyśpieszyła.
-Masz słodką małpkę.-powiedział.
-Tak....dzięki...
-Jak się nazywa?
-Ren
-Jak koleś z NU'EST?
-A co?
Rozmowa coraz bardziej przypominała nieciekawą.
-Nic,tak się pytam.Siostrzyczka słucha tego zespołu.
-Rozumiem....a co do twojego pytania,tak-nazywa się jak Ren z NU'EST.
-Miło.-uśmiechnął się-W takim razie skoro ustaliliśmy jak się nazywa ta małpka i że jest twoja,to może dasz się zaprosić na kawę czy lody?No wiesz,tak w ramach podziękowania za znalezienie Ren'a.
-S-s-spoko,jak chcesz.....-właśnie dlatego Jagoda nie lubiła takich rozmów-...co do miejsca,nie wiem......nigdy nie umiem się zdecydować....-dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo.
-Speszyłem cię?Przepraszam.
-Nie!Nie,dlaczego?-jeszcze bardziej się zdenerwowała i zarumieniła
-Dobra,dobra,te rumieńce mi wystarczą...-powiedział i uśmiechnął się diabolicznie
-Hę?T-to nieprawda!Po prostu nie umiem gadać z chłopakami,ok?
-Rozumiem-uśmiechnął się mile-To traktuj mnie jak swoją przyjaciółkę,ok?
Leona jestem.-zaśmiał się i wydął wargi jak dziewczyna.
-Jak przyjaciółkę?Nigdy nie miałam przyjaciółki,nie znam tego uczucia.A dziewczynę dobrze udajesz.-uśmiechnęła się szeroko.
-No to teraz masz mnie!Od dziś jestem twoją przyjaciółką-zachichotał jak pustak-Ten śmiech mogłem sobie darować.To jak,idziemy?
-Teraz?
-No,a co?
-Wiesz,chciałam.....załatwić pewne sprawy,ale mogę dać ci mój numer telefonu.
-Em,mam lepszy pomysł.Dasz mi swój PRAWDZIWY numer a wieczorem wyskoczymy na jakąś imprezę.
-Kto jak kto,ale ja kłamać nie umie.....a pomysł z imprezą ok,tylko gdzie i kiedy?
-Dzisiaj, koło 22, główny plac w parku. Zabierz ze sobą strój kąpielowy i coś na przebranie.
-Okej...a jak się właściwie nazywasz?
-Leoś, słodki rudzielcze.No a ty?
-Nie powiem ci.-uśmiechnęła się diabolicznie
-Małpko słodka, powieeedz..-spojrzał na Jagodę maślanymi oczami.
-S-słodka?*wielkie zdziwienie*
-No tak, słodka jesteś, problem?
-Owszem,jest problem.
-Nie martw się nie będę do ciebie zarywać
-Aha!No to ok!Jestem Jagoda lub Aidora,jak tam wolisz!-uśmiechnęła się szeroko
-Wow, niezła mimika *happy smile* No mój Leniuszku, dawaj swój numer jak obiecałaś i zmykaj załatwiać sprawy... Rena sobie wezmę
.-Czy ty mnie szantażujesz?Łapy precz od Ren'a!
-Niee no coś ty. Po prostu chcę się z nim pobawić *zabójczy uśmiech* A na serio to bierz go, mimo że jest słodki to jednak nie polubił mnie chyba
-Jesteś pewien,że cię nie polubił?-bierze od chłopaka małpkę
-Nie wiem, chyba polubił.. Co za różnica

-Bakayaro!
-Gomen.. Już sam nie wiem o czym plotę .-uśmiechnął się czule.
-A tak właściwie chciałam cię ostrzec.
-Przed?
-Otóż jestem bardzo dziwna i niektórzy się mnie boją....mogę ci zepsuć widok na dziewczyny na całe twoje życie....
-Trudno.-uśmiechnął się-Najwyżej zostane gejem.
-Takiś cwany?Ok,to idziemy teraz.....jak mówiłam,szybko zmieniam zdanie.-szeroko się uśmiechnęła
-Nie ma sprawy kochaniutka.-bierze jej rękę i zaprowadza do restauracji nieopodal jej miejsca zamieszkania.
***
Po skończonym śniadaniu,Leon zaprowadził Jagodę do domu,biorąc przy okazji jej numer telefonu.Aidora obserwował go jeszcze,po czym weszła do domu ciotki i poszła się zdrzemnąć.
***
Jako,iż Dango pisze ode mnie lepiej,prosiłabym też o komentarze pod jej postami.
Z góry,podziękowania ;) 
P.S.Dialog opracowany wspólnie z Dango











wtorek, 29 maja 2012

Jak Leona zaczęła podbój świata.

Późna noc. Pewna dziewczyna wracała do domu chwiejąc się na boki i drżąc z zimna. Krótkie podarte spodenki, pończochy, za duża bluzka "Sex Pistols" i rozchodzone glany po starszym bracie niezbyt sprzyjały nocnym chłodom. Rozmazany makijaż na kilometr odstraszał adoratorów a mocny zapach nikotyny i alkoholu sprawiał że wszelkie życie zamierało w promieniu piętnastu kilometrów. To drobne dziewczę upite w sztok wracało z imprezy na jej cześć. Rano miała wyjechać na studia. Osiągnęła sukces wyrywając się ze stereotypów lekarskiej rodzinki (mama-chirurg, tata-kardiolog a brat-przyszły neurochirurg) więc trzeba to było oblać wraz ze starą paczką. Zamierzała studiować... tak właściwie to Leona była zbyt upita aby o tym myśleć.
-Nie.. nie dobrze mi-jęknęła opierając się o starszego brata. Jej brat był do niej w ogóle nie podobny z wyglądu, co jest niemożliwe wręcz gdyż są bliźniakami. Miał czarne włosy, zielone oczęta, miłą twarz i był niesamowicie wysoki. Jak tak na nią patrzył z pod okularów, przypominał Leonie Harry'ego Pottera. Pod względem charakteru też taki był. Miły, pomocny, zabawny.. Idealne przeciwieństwo Leony, ale mimo to rozumieli się bez słów.
Dziewczyna szybko pobiegła w stronę krzaków a Leon usiadł na ławce niedaleko i starał się być głuchym na przekleństwa i bluzgi ze strony siostry a także na dźwięki opróżnianego żołądka. Był nieco zdziwiony tym. Leona miała mocniejszą głowę niż nie jeden facet i nigdy nie wymiotowała po tym jak się upiła.
-Jakim cudem ty nie jesteś...?-spytała siadając obok niego. Odchyliła głowę do tyłu i spoglądała na niebo.
-Ktoś musiał cię odprowadzić do domu-powiedział z uśmiechem.
-Leoś, bujać to my, nie nas.-westchnęła nie wierząc bratu.
-Powiedzmy, że Emilka chciała się należycie pożegnać i nie miałem czasu aby się napić..-Leona zdziwiona spojrzała na niego z otwartymi ustami a Leon wybuchł śmiechem.
-Czekaj.. My mówimy o tej cnotliwej Emilce? Emilce, która nie dała  nikomu? Emilce, która rumieni się na sam podtekst?
-No cóż, znam tylko taką Emilię. -Leon wzruszył ramionami-I powiem ci, ze ona taką cnotką nie była gdyż miała już co nieco obcykane.
-O rzesz kurwa ja pierdole, świat się wali! Cnotka Emilka nie jest Cnotką!-Leona krzyknęła i momentalnie zwinęła się z bólu.
-Główka boli?-Leon zaśmiał się i oberwał od siostry słabe uderzenie w ramię.

Więcej Leona nie pamiętała. Obudziła się w swoim pokoju owinięta kołdrą. Jęknęła próbując zasłonić twarz kołdrą gdyż poczuła na sobie ostre promienie upierdliwej rzeczy zwanej słońcem.
-Leona! Wstawaj!-usłyszała krzyk matki. Dziewczyna nie miała takiego zamiaru i wtuliła się kołdrę zasłaniając przy tym oczy.-Leona! Słyszysz?! Wstawaj do jasnej cholery bo się spóźnisz!
 -Nie wstaję-Leona powiedziała to bardziej do siebie niż do matki. Usłyszała ciężkie kroki na schodach i otwierane drzwi.
-Wstawaj Pinky!-Leon krzyknął nad jej uchem a ona szybko poderwała się i zleciała z łóżka.
-Pedał-powiedziała.
-Szmata.
-Jeb się-uśmiechnęła się słodko i rzuciła w niego poduszką. Leon odrzucił podusię mówiąc słodziutkim tonem "sam nie dam rady" i wyszedł z pokoju.
Po tej uroczej kłótni rzuciła pościel z podłogi na łóżko, zabrała ciuchy z krzesła i poszła do łazienki wziąć prysznic. Zrzuciła z siebie bieliznę i wrzuciła ją do kosza na brudy. Stała pod prysznicem dobre piętnaście minut trzeźwiejąc zanim zaczęła się myć żelem o zapachu gumy balonowej. Wyszła z kabiny, wytarła się i założyła swój standardowy strój. Za dużą bluzkę (w tym wypadku "Nirvany"), pończochy, dżinsowe spodenki i glany po bracie. Wytarła zaparowane lustro i zmyła resztki makijażu po czym ponownie podkreśliła oczy czarną kreską. Włosy spięła w koka i założyła kolczyka w każdą z trzech dziurek w prawym i cztery w lewym uchu.
-Mogłabyś się ubrać normalnie. Masz już przecież dwadzieścia lat!-usłyszała zanim przestąpiła próg kuchni. Jej matka, Anna, nie przepadała za stylem swojej córki, gdyż przypominała ona ją samą kiedy była w wieku Leony.
-Jestem ubrana normalnie a to, że mam dwadzieścia lat nie jest powodem do bycia poważnym-pocałowała matkę w pyzaty policzek i zabrała talerz z kanapkami z blatu.
-Jesteś niemożliwa-Anna uśmiechnęła się widząc jak jej córka wyrywa tacie kubek z kawą i wylewa ciecz do zlewu.
-Tak wiem o tym. To po tobie mamusiu-zachichotała i zgromiła swojego rodziciela wzrokiem-Tato, jesteś kardiologiem i wiesz jak kofeina wpływa na czynność serca! Ostatnio nadużywasz kawy więc mała abstynencja ci nie zaszkodzi.
-Ale..-Michał był bezsilny wobec córki i spojrzał błagalnie na żonę.
-Nie ma żadnego ale mężulku, nasza córka ma rację.-kobieta dla podkreślenia słów pokiwała głową.
-No już dobra..-mruknął-W takim razie zrób mi córciu herbatę.
-Aż taki stary tatulku nie jesteś a ja muszę jeszcze się spakować-puściła mu oczko i połykając ostatni kęs śniadania wybiegła z kuchni.
-Mówiłaś, że się już spakowałaś!-zawołali za nią rodzice.
-Swoje rzeczy tak, ale jest przecież Parszywek!-odkrzyknęła i zniknęła na piętrze.

Leona i Leon stali na peronie pociągu do Gdańska. Leona choć była zmęczona noszeniem swoich dwóch wielkich walizek (w jednej miała ubrania i buty w drugiej-gry, mangi i komiksy i mnóstwo słodyczy) po schodach w górę i w dół,  gdyż zgubili się po drodze, uśmiechała się od ucha do ucha. Dlaczego? Wreszcie, po blisko dwudziestu latach, mogła uwolnić się od rodziców. Targowała się z nimi dosyć długo o studiach na które chciała iść gdyż każde miało inną propozycję. Jednakże koniec końców wygrała Leona.
-A ty co tak japę cieszysz?-jej brat jak zwykle zdolnościami krasomówczymi nie powalał.
-Matka cię nie wychowała, że mówisz w taki sposób?-zapytała ironicznie.
-Nie wychowała bo latała za tobą po komisariatach.-Leon błysnął zębami do jakiejś przechodzącej obok dziewczyny. Leona na pierwszy rzut oka pomyślała, że ma ładny tyłek i nic poza tym. Na drugi i trzeci rzut też.
Nie, Leona nie była lesbijką tylko biseksem jak się określała, kiedy ktoś pytał ją o preferencje seksualne.
-To było dawno i nie prawda-prychnęła.-Pamiętasz braciszku jak latałeś za młody nagi po kościele wymachując swym...-powiedziała specjalnie podniesionym głosem a stojąca nieopodal dziewczyna, za którą Leon się oglądał, głośno się zaśmiała i odeszła.
-To było nie fair-oburzył się.
-Tak jak to, że jedziesz ze mną.-wyszczerzyła się i usiadła na walizkach.
Oboje wymieniali się jeszcze przez chwilę złośliwymi uwagami dopóki oboje nie dostali po głowie od swojej matki.
-Jak wam nie wstyd tak mówić przy wszystkich!-podniosła na nich głos a jej dzieci skuliły się w sobie.
-Aniu, daj dzieciakom spokój. Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś po tych dwudziestu latach?-Michał jak zwykle był ugodowy.
-Arghh...-warknęła cicho jego żona, ale tak jak powiedział, dała dzieciakom spokój.
-Jesteśmy z was dumni dzieci. Zwłaszcza z ciebie, Leono-Michał przytulił ciepło córkę a Leon się oburzył.
-Dlaczego z niej? Przecież to ja się lepiej uczę!
-Taak, ale w jej przypadku nawet nie byliśmy pewni czy skończy to liceum-powiedziała Anna a Leon wybuchł śmiechem.
-Ale nawet jakbym nie skończyła to byście mnie kochali prawda?-zapytała robiąc słodkie oczka.
-Taak, ale musiałabyś pójść do pracy bo darmozjada nie chcemy.-Anna była surowa i nie cackała się. Była bezwzględna nawet jeśli chodziło o jej dzieci.
-Ha.. haha.. hahaha-Leona zaśmiała się nerwowo.
-Dobra dzieciaki, zbierajcie się bo nie zdążycie znaleźć swojego miejsca.
-Myślałam, że..
-Tatko zarezerwował nam przedział na spółkę z NIMI.
-Jak to z NIMI?!
-No też byłem zdziwiony.
-O rzesz...
 Bliźniacy szeptali nerwowo nie zważając na to, że rodzice stoją obok.
-Ekchem!
-No mamusi, pa tatusiu!-dziewczyna uśmiechnęła się szybko, wzięła rączki walizek w dłonie i ulotniła się czym prędzej.
-Ażeby ona miała taki entuzjazm do nauki.

niedziela, 27 maja 2012

Wyjazd-Jagoda ,,Aidora" Ask

Słońce wchodziło nad Katowicami,
niosąc kolejny,
pełen niespodzianek dzień.
Słońce wpuszczało swe promienie do różnorakich mieszkań-od stodół po wysokie biurowce.
Jednym słowem,dzień zapowiadał się wspaniale.Ptaszki ćwierkały,
słowiki śpiewały,
zajączki kicały i wydawałoby się,
że nic nikomu nie zmąci tegoż spokoju.
Jednak w pewnym domu była ogromna krzątanina.
Domownicy biegali we wszystkie znane im kierunki.
Było tylko jedno miejsce,w którym panował spokój.
Mianowicie był to pokój 20-letniej Jagody Ask,
którą nazywano Aidora,co w języku polskim znaczy ,,leń".
Powoli wybudzała się ze swego snu, z powodu wszelakich hałasów dochodzących z dołu. W końcu podniosła się energicznie do pionu, rozsiewając dookoła siebie mroczną aurę.
-Ja pierdole....- powiedziała do siebie i zrobiła facepalm. Powoli wstała z łóżka. Chwiejąc się dotarła do okna i otwarła je na oścież. W ogródku zobaczyła walizkę, która stała samotnie na chodniku. Patrzyła na nią chwilę w milczeniu i zastanawiała się, co ona tam robi. W końcu oddaliła się od okna i podeszła do szafy, po czym otworzyła ją. Wyciągnęła parę obdartych dżinsów, czarną bluzkę z napisem NU'EST oraz czarne skarpetki. Wzięła torbę z ,,The Gazette", czarną arafatkę i zeszła na dół.
-Hej! Śniadanie gotowe? Zaraz muszę jechać! -zawołała, będąc już w korytarzu. Z kuchni wybiegła zdenerwowana kobieta, na oko trzydziestoletnia. Miała blond włosy, upięte w koński ogon oraz ciemno zielone oczy. Jej mina nie wróżyła nic dobrego, a Jagoda wiedziała to doskonale.
-Moje czerwone dziecko.... -zaczęła spokojnie
-To, że mam czerwone włosy nie czyni mnie czerwonym dzieckiem, kurwa!- krzyknęła Aidora.
-Nie przeklinaj mi tu, smarkulo!- krzyknęła równie głośno jej matka-Spóźniłaś się na śniadanie, niewdzięcznico!
-Tak, tak....gomen. -powiedziała z politowaniem dziewczyna i przeszła koło Aliny Ask wymijająco. Usiadła przy stole i zaczęła pałaszować kanapki. Robiła to tak wolno, jakby miała nieskończoną  ilość czasu. Przez ten czas, do kuchni zdążył wejść i wyjść starszy brat Michał, starsza siostra Natalia, młodszy brat Stefan, młodsza siostra Julia ,pies Sonic, kot Nana oraz ojciec Jagody -Adam. Aidora miała jeszcze jedno zwierzątko,mianowicie małpkę,która zawsze była z nią. Nazywała się Ren.
-Skończyłaś już?
-Taaa.... -odpowiedziała ironicznie dziewczyna.
-Masz wszystko?
-Tak. -dziewczyna odeszła od stołu i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
-Pamiętaj, masz się zachowywać przyzwoicie i kulturalnie.
-Ta, wiem.- odpowiedziała dziewczyna, najwyraźniej zmęczona już tą rozmową-Ren, chodź na dół! -krzyknęła.Mała małpka skoczyła kilka razy po poręczy, aż w końcu znalazła się na ramieniu dziewczyny. -Pa mamo.- Jagoda przytuliła matkę, po czym uśmiechnęła się i wyszła z domu.
Wzięła walizkę i pobiegła w kierunku przystanku autobusowego.
***
W końcu jednak dotarła do upragnionego celu, mianowicie do PKP. Stała przed ogromną stacją kolejową. Gdy kupiła już bilet, poszła do poczekalni. Pociąg, jak zwykle ,miał godzinę spóźnienia ,jednak na stacje przyjechał, czym Jagoda była zachwycona. Jednakże po zobaczeniu ilości ludzi, którzy stali przy ubikacji i przejścia do następnego przedziału, była załamana.
-Ej, ty tam! Wsiadasz czy zostajesz? -usłyszała głos konduktora, który sprawdzał wszystkie drzwi i teraz właśnie znalazł się przy niej .Aidora spojrzała na niego gburowato.
-A może nie pojadę.....pójdę pracować w Tesco przy wyprzedaży majtek....poznam jakiegoś zboczeńca,który jest milionerem......zamieszkam w willi i nic nie będę musiała robić.....wszystko się ułoży....ach,nie......do pracy w Tesco trzeba mieć kwalifikacje.........
-Jeśli jedzie pani na studia medyczne, radzę jechać.
-Niby tak ,ale mogę się udusić w pociągu......albo mogę być molestowana.....czyli i tak skończę w Tesco albo Biedronce....
-Wykształcenie jest ważne, proszę się nie zniechęcać.
-Powiedział konduktor. -powiedziała ironicznie ,po czym westchnęła-Dobra ,wsiadam.-po tych słowach wepchnęła walizkę między ludzi i wsiadła do pociągu .Drzwi zaczęły się powoli zamykać, rozpoczynając tym samym podróż do Gdańska.
***
Po kilku(nastu) godzinach Jagoda w końcu była na miejscu, mianowicie o 22.00. Była tak padnięta ,że ledwo trzymała się na nogach. Czekała cierpliwie na swoją ciocię, która obiecała przyjechać po nią na stację. Jak na razie widziała tylko ławkę, na której siedzieli biedni panowie. Postanowiła do nich podejść.
-Przepraszam....-zaczęła. Cała czwórka panów spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Tak? -spytał jeden z nich. Wyróżniał się czapką z daszkiem.
-Miałam ciężką podróż, daliby mi panowie troszkę się napić?
-Dobrze, panienko.-powiedział jeden z nich i podał puszkę piwa Jagodzie. Wyróżniał się przepaską na prawym oku.
-Dziękuję, ale nic panowie nie chcą? -spytała podejrzliwie.
-Nie, nie trzeba. Lubimy pomagać, tylko nikt nas o pomoc nigdy nie prosił. -powiedział smutno pan ,który miał na sobie marynarkę. Dziewczyna zamilkła i zrobiła łyk napoju.
-Już wiem ,co panom dać. -powiedziała, postawiła puszkę i zaczęła grzebać w swojej torbie. Wyciągnęła z niej bochenek chleba, kanapki z szynką i serem, herbatę w butelce po wodzie oraz kilka ciastek i podała je mężczyznom. Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. Ona tylko się uśmiechnęła, wzięła puszkę piwa i poszła w kierunku przystanku autobusowego.
Poczekała na autobus. Gdy już przyjechał ,wsiadła i pozwoliła, aby zabrał ją do miejsca zamieszkania ciotki.
***
W końcu dojechała. Teraz właśnie stała na klatce schodowej przed drzwiami swojej ciotki Eli.
Postanowiła zapukać. Gdy to zrobiła, drzwi otworzyły się a w nich stanęła kobieta i krótkich blond włosach ubrana w za dużą koszulę i krótkie spodenki. Wyglądała,jakby dopiero co wstała z łóżka.
-Czego?
-Jestem siostrzenicą Eli. -powiedziała ironicznie.
-Spoko, wchodź. -kobieta wpuściła ją do środka i zamknęła drzwi- Jestem Agnieszka. Eli nie ma. Jest teraz w pracy.
-W pracy?
-Ta ,pracuje jako straż miejsca, teraz ma akurat taki etat.
-Fajnie. Gdzie mam spać?
-Nie wiem .Na pewno nie w moim pokoju. Jak dla mnie możesz spać nawet w kuchni .Dobranoc! -rzuciła,weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
-Zajebista współlokatorka. -powiedziała do siebie Jagoda gburowato. Weszła do drugiego pokoju i poszła spać tak,jak była ubrana.