Późna noc. Pewna dziewczyna wracała do domu chwiejąc się na boki i
drżąc z zimna. Krótkie podarte spodenki, pończochy, za duża bluzka "Sex
Pistols" i rozchodzone glany po starszym bracie niezbyt sprzyjały nocnym
chłodom. Rozmazany makijaż na kilometr odstraszał adoratorów a mocny
zapach nikotyny i alkoholu sprawiał że wszelkie życie zamierało w
promieniu piętnastu kilometrów. To drobne dziewczę upite w sztok wracało
z
imprezy na jej cześć. Rano miała wyjechać na studia. Osiągnęła sukces
wyrywając się ze stereotypów lekarskiej rodzinki (mama-chirurg,
tata-kardiolog a brat-przyszły neurochirurg) więc trzeba to było oblać
wraz ze starą paczką. Zamierzała studiować... tak właściwie to Leona
była zbyt upita aby o tym myśleć.
-Nie..
nie dobrze mi-jęknęła opierając się o starszego brata. Jej brat był do
niej w ogóle nie podobny z wyglądu, co jest niemożliwe wręcz gdyż są
bliźniakami. Miał czarne włosy, zielone oczęta, miłą twarz i był
niesamowicie wysoki. Jak tak na nią patrzył z pod okularów, przypominał
Leonie Harry'ego Pottera. Pod względem charakteru też taki był. Miły,
pomocny, zabawny.. Idealne przeciwieństwo Leony, ale mimo to rozumieli się bez słów.
Dziewczyna szybko
pobiegła w stronę krzaków a Leon usiadł na ławce niedaleko i starał się
być głuchym na przekleństwa i bluzgi ze strony siostry a także na
dźwięki opróżnianego żołądka. Był nieco zdziwiony tym. Leona miała
mocniejszą głowę niż nie jeden facet i nigdy nie wymiotowała po tym jak
się upiła.
-Jakim cudem ty nie jesteś...?-spytała siadając obok niego. Odchyliła głowę do tyłu i spoglądała na niebo.
-Ktoś musiał cię odprowadzić do domu-powiedział z uśmiechem.
-Leoś, bujać to my, nie nas.-westchnęła nie wierząc bratu.
-Powiedzmy, że Emilka chciała się należycie pożegnać i nie miałem
czasu aby się napić..-Leona zdziwiona spojrzała na niego z otwartymi
ustami a Leon wybuchł śmiechem.
-Czekaj.. My mówimy o tej cnotliwej Emilce? Emilce, która nie dała nikomu? Emilce, która rumieni się na sam podtekst?
-No cóż, znam tylko taką Emilię. -Leon wzruszył ramionami-I
powiem ci, ze ona taką cnotką nie była gdyż miała już co nieco obcykane.
-O rzesz kurwa ja pierdole, świat się wali! Cnotka Emilka nie jest Cnotką!-Leona krzyknęła i momentalnie zwinęła się z bólu.
-Główka boli?-Leon zaśmiał się i oberwał od siostry słabe uderzenie w ramię.
Więcej Leona nie pamiętała. Obudziła się w
swoim pokoju owinięta kołdrą. Jęknęła próbując zasłonić twarz kołdrą
gdyż poczuła na sobie ostre promienie upierdliwej rzeczy zwanej słońcem.
-Leona!
Wstawaj!-usłyszała krzyk matki. Dziewczyna nie miała takiego zamiaru i
wtuliła się kołdrę zasłaniając przy tym oczy.-Leona! Słyszysz?! Wstawaj
do jasnej cholery bo się spóźnisz!
-Nie wstaję-Leona powiedziała to bardziej do siebie niż do matki. Usłyszała ciężkie kroki na schodach i otwierane drzwi.
-Wstawaj Pinky!-Leon krzyknął nad jej uchem a ona szybko poderwała się i zleciała z łóżka.
-Pedał-powiedziała.
-Szmata.
-Jeb
się-uśmiechnęła się słodko i rzuciła w niego poduszką. Leon odrzucił
podusię mówiąc słodziutkim tonem "sam nie dam rady" i wyszedł z pokoju.
Po
tej uroczej kłótni rzuciła pościel z podłogi na łóżko, zabrała ciuchy z
krzesła i poszła do łazienki wziąć prysznic. Zrzuciła z siebie bieliznę
i wrzuciła ją do kosza na brudy. Stała pod prysznicem dobre piętnaście
minut trzeźwiejąc zanim zaczęła się myć żelem o zapachu gumy balonowej.
Wyszła z kabiny, wytarła się i założyła swój standardowy strój. Za dużą
bluzkę (w tym wypadku "Nirvany"), pończochy, dżinsowe spodenki i glany
po bracie. Wytarła zaparowane lustro i zmyła resztki makijażu po czym
ponownie podkreśliła oczy czarną kreską. Włosy spięła w koka i założyła
kolczyka w każdą z trzech dziurek w prawym i cztery w lewym uchu.
-Mogłabyś
się ubrać normalnie. Masz już przecież dwadzieścia lat!-usłyszała zanim
przestąpiła próg kuchni. Jej matka, Anna, nie przepadała za stylem
swojej córki, gdyż przypominała ona ją samą kiedy była w wieku Leony.
-Jestem
ubrana normalnie a to, że mam dwadzieścia lat nie jest powodem do bycia
poważnym-pocałowała matkę w pyzaty policzek i zabrała talerz z
kanapkami z blatu.
-Jesteś niemożliwa-Anna uśmiechnęła się widząc jak jej córka wyrywa tacie kubek z kawą i wylewa ciecz do zlewu.
-Tak
wiem o tym. To po tobie mamusiu-zachichotała i zgromiła swojego
rodziciela wzrokiem-Tato, jesteś kardiologiem i wiesz jak kofeina wpływa
na czynność serca! Ostatnio nadużywasz kawy więc mała abstynencja ci
nie zaszkodzi.
-Ale..-Michał był bezsilny wobec córki i spojrzał błagalnie na żonę.
-Nie ma żadnego ale mężulku, nasza córka ma rację.-kobieta dla podkreślenia słów pokiwała głową.
-No już dobra..-mruknął-W takim razie zrób mi córciu herbatę.
-Aż
taki stary tatulku nie jesteś a ja muszę jeszcze się spakować-puściła
mu oczko i połykając ostatni kęs śniadania wybiegła z kuchni.
-Mówiłaś, że się już spakowałaś!-zawołali za nią rodzice.
-Swoje rzeczy tak, ale jest przecież Parszywek!-odkrzyknęła i zniknęła na piętrze.
Leona
i Leon stali na peronie pociągu do Gdańska. Leona choć była zmęczona
noszeniem swoich dwóch wielkich walizek (w jednej miała ubrania i buty w
drugiej-gry, mangi i komiksy i mnóstwo słodyczy) po schodach w górę i w
dół, gdyż zgubili się po drodze, uśmiechała się od ucha do ucha.
Dlaczego? Wreszcie, po blisko dwudziestu latach, mogła uwolnić się od
rodziców. Targowała się z nimi dosyć długo o studiach na które chciała
iść gdyż każde miało inną propozycję. Jednakże koniec końców wygrała
Leona.
-A ty co tak japę cieszysz?-jej brat jak zwykle zdolnościami krasomówczymi nie powalał.
-Matka cię nie wychowała, że mówisz w taki sposób?-zapytała ironicznie.
-Nie
wychowała bo latała za tobą po komisariatach.-Leon błysnął zębami do
jakiejś przechodzącej obok dziewczyny. Leona na pierwszy rzut oka
pomyślała, że ma ładny tyłek i nic poza tym. Na drugi i trzeci rzut też.
Nie, Leona nie była lesbijką tylko biseksem jak się określała, kiedy ktoś pytał ją o preferencje seksualne.
-To
było dawno i nie prawda-prychnęła.-Pamiętasz braciszku jak latałeś za
młody nagi po kościele wymachując swym...-powiedziała specjalnie
podniesionym głosem a stojąca nieopodal dziewczyna, za którą Leon się
oglądał, głośno się zaśmiała i odeszła.
-To było nie fair-oburzył się.
-Tak jak to, że jedziesz ze mną.-wyszczerzyła się i usiadła na walizkach.
Oboje wymieniali się jeszcze przez chwilę złośliwymi uwagami dopóki oboje nie dostali po głowie od swojej matki.
-Jak wam nie wstyd tak mówić przy wszystkich!-podniosła na nich głos a jej dzieci skuliły się w sobie.
-Aniu, daj dzieciakom spokój. Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś po tych dwudziestu latach?-Michał jak zwykle był ugodowy.
-Arghh...-warknęła cicho jego żona, ale tak jak powiedział, dała dzieciakom spokój.
-Jesteśmy z was dumni dzieci. Zwłaszcza z ciebie, Leono-Michał przytulił ciepło córkę a Leon się oburzył.
-Dlaczego z niej? Przecież to ja się lepiej uczę!
-Taak, ale w jej przypadku nawet nie byliśmy pewni czy skończy to liceum-powiedziała Anna a Leon wybuchł śmiechem.
-Ale nawet jakbym nie skończyła to byście mnie kochali prawda?-zapytała robiąc słodkie oczka.
-Taak,
ale musiałabyś pójść do pracy bo darmozjada nie chcemy.-Anna była
surowa i nie cackała się. Była bezwzględna nawet jeśli chodziło o jej
dzieci.
-Ha.. haha.. hahaha-Leona zaśmiała się nerwowo.
-Dobra dzieciaki, zbierajcie się bo nie zdążycie znaleźć swojego miejsca.
-Myślałam, że..
-Tatko zarezerwował nam przedział na spółkę z NIMI.
-Jak to z NIMI?!
-No też byłem zdziwiony.
-O rzesz...
Bliźniacy szeptali nerwowo nie zważając na to, że rodzice stoją obok.
-Ekchem!
-No mamusi, pa tatusiu!-dziewczyna uśmiechnęła się szybko, wzięła rączki walizek w dłonie i ulotniła się czym prędzej.
-Ażeby ona miała taki entuzjazm do nauki.
"Hello, my dear.." to opowieść o dwóch nastolatkach zaczynających pierwszy rok studiów. Z początku się nie znają, ale połączyła je pewna sprawa i tak zaczęły razem podbijać świat.
wtorek, 29 maja 2012
niedziela, 27 maja 2012
Wyjazd-Jagoda ,,Aidora" Ask
Słońce wchodziło nad Katowicami,
niosąc kolejny,
pełen niespodzianek dzień.
Słońce wpuszczało swe promienie do różnorakich mieszkań-od stodół po wysokie biurowce.
Jednym słowem,dzień zapowiadał się wspaniale.Ptaszki ćwierkały,
słowiki śpiewały,
zajączki kicały i wydawałoby się,
że nic nikomu nie zmąci tegoż spokoju.
niosąc kolejny,
pełen niespodzianek dzień.
Słońce wpuszczało swe promienie do różnorakich mieszkań-od stodół po wysokie biurowce.
Jednym słowem,dzień zapowiadał się wspaniale.Ptaszki ćwierkały,
słowiki śpiewały,
zajączki kicały i wydawałoby się,
że nic nikomu nie zmąci tegoż spokoju.
Jednak w pewnym domu była ogromna krzątanina.
Domownicy biegali we wszystkie znane im kierunki.
Było tylko jedno miejsce,w którym panował spokój.
Mianowicie był to pokój 20-letniej Jagody Ask,
którą nazywano Aidora,co w języku polskim znaczy ,,leń".
Powoli wybudzała się ze swego snu, z powodu wszelakich hałasów dochodzących z dołu. W końcu podniosła się energicznie do pionu, rozsiewając dookoła siebie mroczną aurę.
Domownicy biegali we wszystkie znane im kierunki.
Było tylko jedno miejsce,w którym panował spokój.
Mianowicie był to pokój 20-letniej Jagody Ask,
którą nazywano Aidora,co w języku polskim znaczy ,,leń".
Powoli wybudzała się ze swego snu, z powodu wszelakich hałasów dochodzących z dołu. W końcu podniosła się energicznie do pionu, rozsiewając dookoła siebie mroczną aurę.
-Ja pierdole....- powiedziała do siebie i zrobiła facepalm. Powoli wstała z łóżka. Chwiejąc się dotarła do okna i otwarła je na oścież. W ogródku zobaczyła walizkę, która stała samotnie na chodniku. Patrzyła na nią chwilę w milczeniu i zastanawiała się, co ona tam robi. W końcu oddaliła się od okna i podeszła do szafy, po czym otworzyła ją. Wyciągnęła parę obdartych dżinsów, czarną bluzkę z napisem NU'EST oraz czarne skarpetki. Wzięła torbę z ,,The Gazette", czarną arafatkę i zeszła na dół.
-Hej! Śniadanie gotowe? Zaraz muszę jechać! -zawołała, będąc już w korytarzu. Z kuchni wybiegła zdenerwowana kobieta, na oko trzydziestoletnia. Miała blond włosy, upięte w koński ogon oraz ciemno zielone oczy. Jej mina nie wróżyła nic dobrego, a Jagoda wiedziała to doskonale.
-Moje czerwone dziecko.... -zaczęła spokojnie
-To, że mam czerwone włosy nie czyni mnie czerwonym dzieckiem, kurwa!- krzyknęła Aidora.
-Nie przeklinaj mi tu, smarkulo!- krzyknęła równie głośno jej matka-Spóźniłaś się na śniadanie, niewdzięcznico!
-Tak, tak....gomen. -powiedziała z politowaniem dziewczyna i przeszła koło Aliny Ask wymijająco. Usiadła przy stole i zaczęła pałaszować kanapki. Robiła to tak wolno, jakby miała nieskończoną ilość czasu. Przez ten czas, do kuchni zdążył wejść i wyjść starszy brat Michał, starsza siostra Natalia, młodszy brat Stefan, młodsza siostra Julia ,pies Sonic, kot Nana oraz ojciec Jagody -Adam. Aidora miała jeszcze jedno zwierzątko,mianowicie małpkę,która zawsze była z nią. Nazywała się Ren.
-Skończyłaś już?
-Taaa.... -odpowiedziała ironicznie dziewczyna.
-Masz wszystko?
-Tak. -dziewczyna odeszła od stołu i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
-Pamiętaj, masz się zachowywać przyzwoicie i kulturalnie.
-Ta, wiem.- odpowiedziała dziewczyna, najwyraźniej zmęczona już tą rozmową-Ren, chodź na dół! -krzyknęła.Mała małpka skoczyła kilka razy po poręczy, aż w końcu znalazła się na ramieniu dziewczyny. -Pa mamo.- Jagoda przytuliła matkę, po czym uśmiechnęła się i wyszła z domu.
Wzięła walizkę i pobiegła w kierunku przystanku autobusowego.
***
W końcu jednak dotarła do upragnionego celu, mianowicie do PKP. Stała przed ogromną stacją kolejową. Gdy kupiła już bilet, poszła do poczekalni. Pociąg, jak zwykle ,miał godzinę spóźnienia ,jednak na stacje przyjechał, czym Jagoda była zachwycona. Jednakże po zobaczeniu ilości ludzi, którzy stali przy ubikacji i przejścia do następnego przedziału, była załamana.
-Ej, ty tam! Wsiadasz czy zostajesz? -usłyszała głos konduktora, który sprawdzał wszystkie drzwi i teraz właśnie znalazł się przy niej .Aidora spojrzała na niego gburowato.
-A może nie pojadę.....pójdę pracować w Tesco przy wyprzedaży majtek....poznam jakiegoś zboczeńca,który jest milionerem......zamieszkam w willi i nic nie będę musiała robić.....wszystko się ułoży....ach,nie......do pracy w Tesco trzeba mieć kwalifikacje.........
-Jeśli jedzie pani na studia medyczne, radzę jechać.
-Niby tak ,ale mogę się udusić w pociągu......albo mogę być molestowana.....czyli i tak skończę w Tesco albo Biedronce....
-Wykształcenie jest ważne, proszę się nie zniechęcać.
-Powiedział konduktor. -powiedziała ironicznie ,po czym westchnęła-Dobra ,wsiadam.-po tych słowach wepchnęła walizkę między ludzi i wsiadła do pociągu .Drzwi zaczęły się powoli zamykać, rozpoczynając tym samym podróż do Gdańska.
***
Po kilku(nastu) godzinach Jagoda w końcu była na miejscu, mianowicie o 22.00. Była tak padnięta ,że ledwo trzymała się na nogach. Czekała cierpliwie na swoją ciocię, która obiecała przyjechać po nią na stację. Jak na razie widziała tylko ławkę, na której siedzieli biedni panowie. Postanowiła do nich podejść.
-Przepraszam....-zaczęła. Cała czwórka panów spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Tak? -spytał jeden z nich. Wyróżniał się czapką z daszkiem.
-Miałam ciężką podróż, daliby mi panowie troszkę się napić?
-Dobrze, panienko.-powiedział jeden z nich i podał puszkę piwa Jagodzie. Wyróżniał się przepaską na prawym oku.
-Dziękuję, ale nic panowie nie chcą? -spytała podejrzliwie.
-Nie, nie trzeba. Lubimy pomagać, tylko nikt nas o pomoc nigdy nie prosił. -powiedział smutno pan ,który miał na sobie marynarkę. Dziewczyna zamilkła i zrobiła łyk napoju.
-Już wiem ,co panom dać. -powiedziała, postawiła puszkę i zaczęła grzebać w swojej torbie. Wyciągnęła z niej bochenek chleba, kanapki z szynką i serem, herbatę w butelce po wodzie oraz kilka ciastek i podała je mężczyznom. Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. Ona tylko się uśmiechnęła, wzięła puszkę piwa i poszła w kierunku przystanku autobusowego.
Poczekała na autobus. Gdy już przyjechał ,wsiadła i pozwoliła, aby zabrał ją do miejsca zamieszkania ciotki.
***
W końcu dojechała. Teraz właśnie stała na klatce schodowej przed drzwiami swojej ciotki Eli.
Postanowiła zapukać. Gdy to zrobiła, drzwi otworzyły się a w nich stanęła kobieta i krótkich blond włosach ubrana w za dużą koszulę i krótkie spodenki. Wyglądała,jakby dopiero co wstała z łóżka.
-Czego?
-Jestem siostrzenicą Eli. -powiedziała ironicznie.
-Spoko, wchodź. -kobieta wpuściła ją do środka i zamknęła drzwi- Jestem Agnieszka. Eli nie ma. Jest teraz w pracy.
-W pracy?
-Ta ,pracuje jako straż miejsca, teraz ma akurat taki etat.
-Fajnie. Gdzie mam spać?
-Nie wiem .Na pewno nie w moim pokoju. Jak dla mnie możesz spać nawet w kuchni .Dobranoc! -rzuciła,weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
-Zajebista współlokatorka. -powiedziała do siebie Jagoda gburowato. Weszła do drugiego pokoju i poszła spać tak,jak była ubrana.
-Moje czerwone dziecko.... -zaczęła spokojnie
-To, że mam czerwone włosy nie czyni mnie czerwonym dzieckiem, kurwa!- krzyknęła Aidora.
-Nie przeklinaj mi tu, smarkulo!- krzyknęła równie głośno jej matka-Spóźniłaś się na śniadanie, niewdzięcznico!
-Tak, tak....gomen. -powiedziała z politowaniem dziewczyna i przeszła koło Aliny Ask wymijająco. Usiadła przy stole i zaczęła pałaszować kanapki. Robiła to tak wolno, jakby miała nieskończoną ilość czasu. Przez ten czas, do kuchni zdążył wejść i wyjść starszy brat Michał, starsza siostra Natalia, młodszy brat Stefan, młodsza siostra Julia ,pies Sonic, kot Nana oraz ojciec Jagody -Adam. Aidora miała jeszcze jedno zwierzątko,mianowicie małpkę,która zawsze była z nią. Nazywała się Ren.
-Skończyłaś już?
-Taaa.... -odpowiedziała ironicznie dziewczyna.
-Masz wszystko?
-Tak. -dziewczyna odeszła od stołu i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
-Pamiętaj, masz się zachowywać przyzwoicie i kulturalnie.
-Ta, wiem.- odpowiedziała dziewczyna, najwyraźniej zmęczona już tą rozmową-Ren, chodź na dół! -krzyknęła.Mała małpka skoczyła kilka razy po poręczy, aż w końcu znalazła się na ramieniu dziewczyny. -Pa mamo.- Jagoda przytuliła matkę, po czym uśmiechnęła się i wyszła z domu.
Wzięła walizkę i pobiegła w kierunku przystanku autobusowego.
***
W końcu jednak dotarła do upragnionego celu, mianowicie do PKP. Stała przed ogromną stacją kolejową. Gdy kupiła już bilet, poszła do poczekalni. Pociąg, jak zwykle ,miał godzinę spóźnienia ,jednak na stacje przyjechał, czym Jagoda była zachwycona. Jednakże po zobaczeniu ilości ludzi, którzy stali przy ubikacji i przejścia do następnego przedziału, była załamana.
-Ej, ty tam! Wsiadasz czy zostajesz? -usłyszała głos konduktora, który sprawdzał wszystkie drzwi i teraz właśnie znalazł się przy niej .Aidora spojrzała na niego gburowato.
-A może nie pojadę.....pójdę pracować w Tesco przy wyprzedaży majtek....poznam jakiegoś zboczeńca,który jest milionerem......zamieszkam w willi i nic nie będę musiała robić.....wszystko się ułoży....ach,nie......do pracy w Tesco trzeba mieć kwalifikacje.........
-Jeśli jedzie pani na studia medyczne, radzę jechać.
-Niby tak ,ale mogę się udusić w pociągu......albo mogę być molestowana.....czyli i tak skończę w Tesco albo Biedronce....
-Wykształcenie jest ważne, proszę się nie zniechęcać.
-Powiedział konduktor. -powiedziała ironicznie ,po czym westchnęła-Dobra ,wsiadam.-po tych słowach wepchnęła walizkę między ludzi i wsiadła do pociągu .Drzwi zaczęły się powoli zamykać, rozpoczynając tym samym podróż do Gdańska.
***
Po kilku(nastu) godzinach Jagoda w końcu była na miejscu, mianowicie o 22.00. Była tak padnięta ,że ledwo trzymała się na nogach. Czekała cierpliwie na swoją ciocię, która obiecała przyjechać po nią na stację. Jak na razie widziała tylko ławkę, na której siedzieli biedni panowie. Postanowiła do nich podejść.
-Przepraszam....-zaczęła. Cała czwórka panów spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Tak? -spytał jeden z nich. Wyróżniał się czapką z daszkiem.
-Miałam ciężką podróż, daliby mi panowie troszkę się napić?
-Dobrze, panienko.-powiedział jeden z nich i podał puszkę piwa Jagodzie. Wyróżniał się przepaską na prawym oku.
-Dziękuję, ale nic panowie nie chcą? -spytała podejrzliwie.
-Nie, nie trzeba. Lubimy pomagać, tylko nikt nas o pomoc nigdy nie prosił. -powiedział smutno pan ,który miał na sobie marynarkę. Dziewczyna zamilkła i zrobiła łyk napoju.
-Już wiem ,co panom dać. -powiedziała, postawiła puszkę i zaczęła grzebać w swojej torbie. Wyciągnęła z niej bochenek chleba, kanapki z szynką i serem, herbatę w butelce po wodzie oraz kilka ciastek i podała je mężczyznom. Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. Ona tylko się uśmiechnęła, wzięła puszkę piwa i poszła w kierunku przystanku autobusowego.
Poczekała na autobus. Gdy już przyjechał ,wsiadła i pozwoliła, aby zabrał ją do miejsca zamieszkania ciotki.
***
W końcu dojechała. Teraz właśnie stała na klatce schodowej przed drzwiami swojej ciotki Eli.
Postanowiła zapukać. Gdy to zrobiła, drzwi otworzyły się a w nich stanęła kobieta i krótkich blond włosach ubrana w za dużą koszulę i krótkie spodenki. Wyglądała,jakby dopiero co wstała z łóżka.
-Czego?
-Jestem siostrzenicą Eli. -powiedziała ironicznie.
-Spoko, wchodź. -kobieta wpuściła ją do środka i zamknęła drzwi- Jestem Agnieszka. Eli nie ma. Jest teraz w pracy.
-W pracy?
-Ta ,pracuje jako straż miejsca, teraz ma akurat taki etat.
-Fajnie. Gdzie mam spać?
-Nie wiem .Na pewno nie w moim pokoju. Jak dla mnie możesz spać nawet w kuchni .Dobranoc! -rzuciła,weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
-Zajebista współlokatorka. -powiedziała do siebie Jagoda gburowato. Weszła do drugiego pokoju i poszła spać tak,jak była ubrana.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)