Słońce wchodziło nad Katowicami,
niosąc kolejny,
pełen niespodzianek dzień.
Słońce wpuszczało swe promienie do różnorakich mieszkań-od stodół po wysokie biurowce.
Jednym słowem,dzień zapowiadał się wspaniale.Ptaszki ćwierkały,
słowiki śpiewały,
zajączki kicały i wydawałoby się,
że nic nikomu nie zmąci tegoż spokoju.
niosąc kolejny,
pełen niespodzianek dzień.
Słońce wpuszczało swe promienie do różnorakich mieszkań-od stodół po wysokie biurowce.
Jednym słowem,dzień zapowiadał się wspaniale.Ptaszki ćwierkały,
słowiki śpiewały,
zajączki kicały i wydawałoby się,
że nic nikomu nie zmąci tegoż spokoju.
Jednak w pewnym domu była ogromna krzątanina.
Domownicy biegali we wszystkie znane im kierunki.
Było tylko jedno miejsce,w którym panował spokój.
Mianowicie był to pokój 20-letniej Jagody Ask,
którą nazywano Aidora,co w języku polskim znaczy ,,leń".
Powoli wybudzała się ze swego snu, z powodu wszelakich hałasów dochodzących z dołu. W końcu podniosła się energicznie do pionu, rozsiewając dookoła siebie mroczną aurę.
Domownicy biegali we wszystkie znane im kierunki.
Było tylko jedno miejsce,w którym panował spokój.
Mianowicie był to pokój 20-letniej Jagody Ask,
którą nazywano Aidora,co w języku polskim znaczy ,,leń".
Powoli wybudzała się ze swego snu, z powodu wszelakich hałasów dochodzących z dołu. W końcu podniosła się energicznie do pionu, rozsiewając dookoła siebie mroczną aurę.
-Ja pierdole....- powiedziała do siebie i zrobiła facepalm. Powoli wstała z łóżka. Chwiejąc się dotarła do okna i otwarła je na oścież. W ogródku zobaczyła walizkę, która stała samotnie na chodniku. Patrzyła na nią chwilę w milczeniu i zastanawiała się, co ona tam robi. W końcu oddaliła się od okna i podeszła do szafy, po czym otworzyła ją. Wyciągnęła parę obdartych dżinsów, czarną bluzkę z napisem NU'EST oraz czarne skarpetki. Wzięła torbę z ,,The Gazette", czarną arafatkę i zeszła na dół.
-Hej! Śniadanie gotowe? Zaraz muszę jechać! -zawołała, będąc już w korytarzu. Z kuchni wybiegła zdenerwowana kobieta, na oko trzydziestoletnia. Miała blond włosy, upięte w koński ogon oraz ciemno zielone oczy. Jej mina nie wróżyła nic dobrego, a Jagoda wiedziała to doskonale.
-Moje czerwone dziecko.... -zaczęła spokojnie
-To, że mam czerwone włosy nie czyni mnie czerwonym dzieckiem, kurwa!- krzyknęła Aidora.
-Nie przeklinaj mi tu, smarkulo!- krzyknęła równie głośno jej matka-Spóźniłaś się na śniadanie, niewdzięcznico!
-Tak, tak....gomen. -powiedziała z politowaniem dziewczyna i przeszła koło Aliny Ask wymijająco. Usiadła przy stole i zaczęła pałaszować kanapki. Robiła to tak wolno, jakby miała nieskończoną ilość czasu. Przez ten czas, do kuchni zdążył wejść i wyjść starszy brat Michał, starsza siostra Natalia, młodszy brat Stefan, młodsza siostra Julia ,pies Sonic, kot Nana oraz ojciec Jagody -Adam. Aidora miała jeszcze jedno zwierzątko,mianowicie małpkę,która zawsze była z nią. Nazywała się Ren.
-Skończyłaś już?
-Taaa.... -odpowiedziała ironicznie dziewczyna.
-Masz wszystko?
-Tak. -dziewczyna odeszła od stołu i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
-Pamiętaj, masz się zachowywać przyzwoicie i kulturalnie.
-Ta, wiem.- odpowiedziała dziewczyna, najwyraźniej zmęczona już tą rozmową-Ren, chodź na dół! -krzyknęła.Mała małpka skoczyła kilka razy po poręczy, aż w końcu znalazła się na ramieniu dziewczyny. -Pa mamo.- Jagoda przytuliła matkę, po czym uśmiechnęła się i wyszła z domu.
Wzięła walizkę i pobiegła w kierunku przystanku autobusowego.
***
W końcu jednak dotarła do upragnionego celu, mianowicie do PKP. Stała przed ogromną stacją kolejową. Gdy kupiła już bilet, poszła do poczekalni. Pociąg, jak zwykle ,miał godzinę spóźnienia ,jednak na stacje przyjechał, czym Jagoda była zachwycona. Jednakże po zobaczeniu ilości ludzi, którzy stali przy ubikacji i przejścia do następnego przedziału, była załamana.
-Ej, ty tam! Wsiadasz czy zostajesz? -usłyszała głos konduktora, który sprawdzał wszystkie drzwi i teraz właśnie znalazł się przy niej .Aidora spojrzała na niego gburowato.
-A może nie pojadę.....pójdę pracować w Tesco przy wyprzedaży majtek....poznam jakiegoś zboczeńca,który jest milionerem......zamieszkam w willi i nic nie będę musiała robić.....wszystko się ułoży....ach,nie......do pracy w Tesco trzeba mieć kwalifikacje.........
-Jeśli jedzie pani na studia medyczne, radzę jechać.
-Niby tak ,ale mogę się udusić w pociągu......albo mogę być molestowana.....czyli i tak skończę w Tesco albo Biedronce....
-Wykształcenie jest ważne, proszę się nie zniechęcać.
-Powiedział konduktor. -powiedziała ironicznie ,po czym westchnęła-Dobra ,wsiadam.-po tych słowach wepchnęła walizkę między ludzi i wsiadła do pociągu .Drzwi zaczęły się powoli zamykać, rozpoczynając tym samym podróż do Gdańska.
***
Po kilku(nastu) godzinach Jagoda w końcu była na miejscu, mianowicie o 22.00. Była tak padnięta ,że ledwo trzymała się na nogach. Czekała cierpliwie na swoją ciocię, która obiecała przyjechać po nią na stację. Jak na razie widziała tylko ławkę, na której siedzieli biedni panowie. Postanowiła do nich podejść.
-Przepraszam....-zaczęła. Cała czwórka panów spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Tak? -spytał jeden z nich. Wyróżniał się czapką z daszkiem.
-Miałam ciężką podróż, daliby mi panowie troszkę się napić?
-Dobrze, panienko.-powiedział jeden z nich i podał puszkę piwa Jagodzie. Wyróżniał się przepaską na prawym oku.
-Dziękuję, ale nic panowie nie chcą? -spytała podejrzliwie.
-Nie, nie trzeba. Lubimy pomagać, tylko nikt nas o pomoc nigdy nie prosił. -powiedział smutno pan ,który miał na sobie marynarkę. Dziewczyna zamilkła i zrobiła łyk napoju.
-Już wiem ,co panom dać. -powiedziała, postawiła puszkę i zaczęła grzebać w swojej torbie. Wyciągnęła z niej bochenek chleba, kanapki z szynką i serem, herbatę w butelce po wodzie oraz kilka ciastek i podała je mężczyznom. Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. Ona tylko się uśmiechnęła, wzięła puszkę piwa i poszła w kierunku przystanku autobusowego.
Poczekała na autobus. Gdy już przyjechał ,wsiadła i pozwoliła, aby zabrał ją do miejsca zamieszkania ciotki.
***
W końcu dojechała. Teraz właśnie stała na klatce schodowej przed drzwiami swojej ciotki Eli.
Postanowiła zapukać. Gdy to zrobiła, drzwi otworzyły się a w nich stanęła kobieta i krótkich blond włosach ubrana w za dużą koszulę i krótkie spodenki. Wyglądała,jakby dopiero co wstała z łóżka.
-Czego?
-Jestem siostrzenicą Eli. -powiedziała ironicznie.
-Spoko, wchodź. -kobieta wpuściła ją do środka i zamknęła drzwi- Jestem Agnieszka. Eli nie ma. Jest teraz w pracy.
-W pracy?
-Ta ,pracuje jako straż miejsca, teraz ma akurat taki etat.
-Fajnie. Gdzie mam spać?
-Nie wiem .Na pewno nie w moim pokoju. Jak dla mnie możesz spać nawet w kuchni .Dobranoc! -rzuciła,weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
-Zajebista współlokatorka. -powiedziała do siebie Jagoda gburowato. Weszła do drugiego pokoju i poszła spać tak,jak była ubrana.
-Moje czerwone dziecko.... -zaczęła spokojnie
-To, że mam czerwone włosy nie czyni mnie czerwonym dzieckiem, kurwa!- krzyknęła Aidora.
-Nie przeklinaj mi tu, smarkulo!- krzyknęła równie głośno jej matka-Spóźniłaś się na śniadanie, niewdzięcznico!
-Tak, tak....gomen. -powiedziała z politowaniem dziewczyna i przeszła koło Aliny Ask wymijająco. Usiadła przy stole i zaczęła pałaszować kanapki. Robiła to tak wolno, jakby miała nieskończoną ilość czasu. Przez ten czas, do kuchni zdążył wejść i wyjść starszy brat Michał, starsza siostra Natalia, młodszy brat Stefan, młodsza siostra Julia ,pies Sonic, kot Nana oraz ojciec Jagody -Adam. Aidora miała jeszcze jedno zwierzątko,mianowicie małpkę,która zawsze była z nią. Nazywała się Ren.
-Skończyłaś już?
-Taaa.... -odpowiedziała ironicznie dziewczyna.
-Masz wszystko?
-Tak. -dziewczyna odeszła od stołu i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
-Pamiętaj, masz się zachowywać przyzwoicie i kulturalnie.
-Ta, wiem.- odpowiedziała dziewczyna, najwyraźniej zmęczona już tą rozmową-Ren, chodź na dół! -krzyknęła.Mała małpka skoczyła kilka razy po poręczy, aż w końcu znalazła się na ramieniu dziewczyny. -Pa mamo.- Jagoda przytuliła matkę, po czym uśmiechnęła się i wyszła z domu.
Wzięła walizkę i pobiegła w kierunku przystanku autobusowego.
***
W końcu jednak dotarła do upragnionego celu, mianowicie do PKP. Stała przed ogromną stacją kolejową. Gdy kupiła już bilet, poszła do poczekalni. Pociąg, jak zwykle ,miał godzinę spóźnienia ,jednak na stacje przyjechał, czym Jagoda była zachwycona. Jednakże po zobaczeniu ilości ludzi, którzy stali przy ubikacji i przejścia do następnego przedziału, była załamana.
-Ej, ty tam! Wsiadasz czy zostajesz? -usłyszała głos konduktora, który sprawdzał wszystkie drzwi i teraz właśnie znalazł się przy niej .Aidora spojrzała na niego gburowato.
-A może nie pojadę.....pójdę pracować w Tesco przy wyprzedaży majtek....poznam jakiegoś zboczeńca,który jest milionerem......zamieszkam w willi i nic nie będę musiała robić.....wszystko się ułoży....ach,nie......do pracy w Tesco trzeba mieć kwalifikacje.........
-Jeśli jedzie pani na studia medyczne, radzę jechać.
-Niby tak ,ale mogę się udusić w pociągu......albo mogę być molestowana.....czyli i tak skończę w Tesco albo Biedronce....
-Wykształcenie jest ważne, proszę się nie zniechęcać.
-Powiedział konduktor. -powiedziała ironicznie ,po czym westchnęła-Dobra ,wsiadam.-po tych słowach wepchnęła walizkę między ludzi i wsiadła do pociągu .Drzwi zaczęły się powoli zamykać, rozpoczynając tym samym podróż do Gdańska.
***
Po kilku(nastu) godzinach Jagoda w końcu była na miejscu, mianowicie o 22.00. Była tak padnięta ,że ledwo trzymała się na nogach. Czekała cierpliwie na swoją ciocię, która obiecała przyjechać po nią na stację. Jak na razie widziała tylko ławkę, na której siedzieli biedni panowie. Postanowiła do nich podejść.
-Przepraszam....-zaczęła. Cała czwórka panów spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Tak? -spytał jeden z nich. Wyróżniał się czapką z daszkiem.
-Miałam ciężką podróż, daliby mi panowie troszkę się napić?
-Dobrze, panienko.-powiedział jeden z nich i podał puszkę piwa Jagodzie. Wyróżniał się przepaską na prawym oku.
-Dziękuję, ale nic panowie nie chcą? -spytała podejrzliwie.
-Nie, nie trzeba. Lubimy pomagać, tylko nikt nas o pomoc nigdy nie prosił. -powiedział smutno pan ,który miał na sobie marynarkę. Dziewczyna zamilkła i zrobiła łyk napoju.
-Już wiem ,co panom dać. -powiedziała, postawiła puszkę i zaczęła grzebać w swojej torbie. Wyciągnęła z niej bochenek chleba, kanapki z szynką i serem, herbatę w butelce po wodzie oraz kilka ciastek i podała je mężczyznom. Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. Ona tylko się uśmiechnęła, wzięła puszkę piwa i poszła w kierunku przystanku autobusowego.
Poczekała na autobus. Gdy już przyjechał ,wsiadła i pozwoliła, aby zabrał ją do miejsca zamieszkania ciotki.
***
W końcu dojechała. Teraz właśnie stała na klatce schodowej przed drzwiami swojej ciotki Eli.
Postanowiła zapukać. Gdy to zrobiła, drzwi otworzyły się a w nich stanęła kobieta i krótkich blond włosach ubrana w za dużą koszulę i krótkie spodenki. Wyglądała,jakby dopiero co wstała z łóżka.
-Czego?
-Jestem siostrzenicą Eli. -powiedziała ironicznie.
-Spoko, wchodź. -kobieta wpuściła ją do środka i zamknęła drzwi- Jestem Agnieszka. Eli nie ma. Jest teraz w pracy.
-W pracy?
-Ta ,pracuje jako straż miejsca, teraz ma akurat taki etat.
-Fajnie. Gdzie mam spać?
-Nie wiem .Na pewno nie w moim pokoju. Jak dla mnie możesz spać nawet w kuchni .Dobranoc! -rzuciła,weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
-Zajebista współlokatorka. -powiedziała do siebie Jagoda gburowato. Weszła do drugiego pokoju i poszła spać tak,jak była ubrana.
Jej! Zapowiada się bardzo ciekawy blog! Napisz dalej!
OdpowiedzUsuń