Późna noc. Pewna dziewczyna wracała do domu chwiejąc się na boki i
drżąc z zimna. Krótkie podarte spodenki, pończochy, za duża bluzka "Sex
Pistols" i rozchodzone glany po starszym bracie niezbyt sprzyjały nocnym
chłodom. Rozmazany makijaż na kilometr odstraszał adoratorów a mocny
zapach nikotyny i alkoholu sprawiał że wszelkie życie zamierało w
promieniu piętnastu kilometrów. To drobne dziewczę upite w sztok wracało
z
imprezy na jej cześć. Rano miała wyjechać na studia. Osiągnęła sukces
wyrywając się ze stereotypów lekarskiej rodzinki (mama-chirurg,
tata-kardiolog a brat-przyszły neurochirurg) więc trzeba to było oblać
wraz ze starą paczką. Zamierzała studiować... tak właściwie to Leona
była zbyt upita aby o tym myśleć.
-Nie..
nie dobrze mi-jęknęła opierając się o starszego brata. Jej brat był do
niej w ogóle nie podobny z wyglądu, co jest niemożliwe wręcz gdyż są
bliźniakami. Miał czarne włosy, zielone oczęta, miłą twarz i był
niesamowicie wysoki. Jak tak na nią patrzył z pod okularów, przypominał
Leonie Harry'ego Pottera. Pod względem charakteru też taki był. Miły,
pomocny, zabawny.. Idealne przeciwieństwo Leony, ale mimo to rozumieli się bez słów.
Dziewczyna szybko
pobiegła w stronę krzaków a Leon usiadł na ławce niedaleko i starał się
być głuchym na przekleństwa i bluzgi ze strony siostry a także na
dźwięki opróżnianego żołądka. Był nieco zdziwiony tym. Leona miała
mocniejszą głowę niż nie jeden facet i nigdy nie wymiotowała po tym jak
się upiła.
-Jakim cudem ty nie jesteś...?-spytała siadając obok niego. Odchyliła głowę do tyłu i spoglądała na niebo.
-Ktoś musiał cię odprowadzić do domu-powiedział z uśmiechem.
-Leoś, bujać to my, nie nas.-westchnęła nie wierząc bratu.
-Powiedzmy, że Emilka chciała się należycie pożegnać i nie miałem
czasu aby się napić..-Leona zdziwiona spojrzała na niego z otwartymi
ustami a Leon wybuchł śmiechem.
-Czekaj.. My mówimy o tej cnotliwej Emilce? Emilce, która nie dała nikomu? Emilce, która rumieni się na sam podtekst?
-No cóż, znam tylko taką Emilię. -Leon wzruszył ramionami-I
powiem ci, ze ona taką cnotką nie była gdyż miała już co nieco obcykane.
-O rzesz kurwa ja pierdole, świat się wali! Cnotka Emilka nie jest Cnotką!-Leona krzyknęła i momentalnie zwinęła się z bólu.
-Główka boli?-Leon zaśmiał się i oberwał od siostry słabe uderzenie w ramię.
Więcej Leona nie pamiętała. Obudziła się w
swoim pokoju owinięta kołdrą. Jęknęła próbując zasłonić twarz kołdrą
gdyż poczuła na sobie ostre promienie upierdliwej rzeczy zwanej słońcem.
-Leona!
Wstawaj!-usłyszała krzyk matki. Dziewczyna nie miała takiego zamiaru i
wtuliła się kołdrę zasłaniając przy tym oczy.-Leona! Słyszysz?! Wstawaj
do jasnej cholery bo się spóźnisz!
-Nie wstaję-Leona powiedziała to bardziej do siebie niż do matki. Usłyszała ciężkie kroki na schodach i otwierane drzwi.
-Wstawaj Pinky!-Leon krzyknął nad jej uchem a ona szybko poderwała się i zleciała z łóżka.
-Pedał-powiedziała.
-Szmata.
-Jeb
się-uśmiechnęła się słodko i rzuciła w niego poduszką. Leon odrzucił
podusię mówiąc słodziutkim tonem "sam nie dam rady" i wyszedł z pokoju.
Po
tej uroczej kłótni rzuciła pościel z podłogi na łóżko, zabrała ciuchy z
krzesła i poszła do łazienki wziąć prysznic. Zrzuciła z siebie bieliznę
i wrzuciła ją do kosza na brudy. Stała pod prysznicem dobre piętnaście
minut trzeźwiejąc zanim zaczęła się myć żelem o zapachu gumy balonowej.
Wyszła z kabiny, wytarła się i założyła swój standardowy strój. Za dużą
bluzkę (w tym wypadku "Nirvany"), pończochy, dżinsowe spodenki i glany
po bracie. Wytarła zaparowane lustro i zmyła resztki makijażu po czym
ponownie podkreśliła oczy czarną kreską. Włosy spięła w koka i założyła
kolczyka w każdą z trzech dziurek w prawym i cztery w lewym uchu.
-Mogłabyś
się ubrać normalnie. Masz już przecież dwadzieścia lat!-usłyszała zanim
przestąpiła próg kuchni. Jej matka, Anna, nie przepadała za stylem
swojej córki, gdyż przypominała ona ją samą kiedy była w wieku Leony.
-Jestem
ubrana normalnie a to, że mam dwadzieścia lat nie jest powodem do bycia
poważnym-pocałowała matkę w pyzaty policzek i zabrała talerz z
kanapkami z blatu.
-Jesteś niemożliwa-Anna uśmiechnęła się widząc jak jej córka wyrywa tacie kubek z kawą i wylewa ciecz do zlewu.
-Tak
wiem o tym. To po tobie mamusiu-zachichotała i zgromiła swojego
rodziciela wzrokiem-Tato, jesteś kardiologiem i wiesz jak kofeina wpływa
na czynność serca! Ostatnio nadużywasz kawy więc mała abstynencja ci
nie zaszkodzi.
-Ale..-Michał był bezsilny wobec córki i spojrzał błagalnie na żonę.
-Nie ma żadnego ale mężulku, nasza córka ma rację.-kobieta dla podkreślenia słów pokiwała głową.
-No już dobra..-mruknął-W takim razie zrób mi córciu herbatę.
-Aż
taki stary tatulku nie jesteś a ja muszę jeszcze się spakować-puściła
mu oczko i połykając ostatni kęs śniadania wybiegła z kuchni.
-Mówiłaś, że się już spakowałaś!-zawołali za nią rodzice.
-Swoje rzeczy tak, ale jest przecież Parszywek!-odkrzyknęła i zniknęła na piętrze.
Leona
i Leon stali na peronie pociągu do Gdańska. Leona choć była zmęczona
noszeniem swoich dwóch wielkich walizek (w jednej miała ubrania i buty w
drugiej-gry, mangi i komiksy i mnóstwo słodyczy) po schodach w górę i w
dół, gdyż zgubili się po drodze, uśmiechała się od ucha do ucha.
Dlaczego? Wreszcie, po blisko dwudziestu latach, mogła uwolnić się od
rodziców. Targowała się z nimi dosyć długo o studiach na które chciała
iść gdyż każde miało inną propozycję. Jednakże koniec końców wygrała
Leona.
-A ty co tak japę cieszysz?-jej brat jak zwykle zdolnościami krasomówczymi nie powalał.
-Matka cię nie wychowała, że mówisz w taki sposób?-zapytała ironicznie.
-Nie
wychowała bo latała za tobą po komisariatach.-Leon błysnął zębami do
jakiejś przechodzącej obok dziewczyny. Leona na pierwszy rzut oka
pomyślała, że ma ładny tyłek i nic poza tym. Na drugi i trzeci rzut też.
Nie, Leona nie była lesbijką tylko biseksem jak się określała, kiedy ktoś pytał ją o preferencje seksualne.
-To
było dawno i nie prawda-prychnęła.-Pamiętasz braciszku jak latałeś za
młody nagi po kościele wymachując swym...-powiedziała specjalnie
podniesionym głosem a stojąca nieopodal dziewczyna, za którą Leon się
oglądał, głośno się zaśmiała i odeszła.
-To było nie fair-oburzył się.
-Tak jak to, że jedziesz ze mną.-wyszczerzyła się i usiadła na walizkach.
Oboje wymieniali się jeszcze przez chwilę złośliwymi uwagami dopóki oboje nie dostali po głowie od swojej matki.
-Jak wam nie wstyd tak mówić przy wszystkich!-podniosła na nich głos a jej dzieci skuliły się w sobie.
-Aniu, daj dzieciakom spokój. Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś po tych dwudziestu latach?-Michał jak zwykle był ugodowy.
-Arghh...-warknęła cicho jego żona, ale tak jak powiedział, dała dzieciakom spokój.
-Jesteśmy z was dumni dzieci. Zwłaszcza z ciebie, Leono-Michał przytulił ciepło córkę a Leon się oburzył.
-Dlaczego z niej? Przecież to ja się lepiej uczę!
-Taak, ale w jej przypadku nawet nie byliśmy pewni czy skończy to liceum-powiedziała Anna a Leon wybuchł śmiechem.
-Ale nawet jakbym nie skończyła to byście mnie kochali prawda?-zapytała robiąc słodkie oczka.
-Taak,
ale musiałabyś pójść do pracy bo darmozjada nie chcemy.-Anna była
surowa i nie cackała się. Była bezwzględna nawet jeśli chodziło o jej
dzieci.
-Ha.. haha.. hahaha-Leona zaśmiała się nerwowo.
-Dobra dzieciaki, zbierajcie się bo nie zdążycie znaleźć swojego miejsca.
-Myślałam, że..
-Tatko zarezerwował nam przedział na spółkę z NIMI.
-Jak to z NIMI?!
-No też byłem zdziwiony.
-O rzesz...
Bliźniacy szeptali nerwowo nie zważając na to, że rodzice stoją obok.
-Ekchem!
-No mamusi, pa tatusiu!-dziewczyna uśmiechnęła się szybko, wzięła rączki walizek w dłonie i ulotniła się czym prędzej.
-Ażeby ona miała taki entuzjazm do nauki.
Jak ja bym chciała takiego brata......normalnie,tasakiem go XD
OdpowiedzUsuńA co to jest biseks?XD
OdpowiedzUsuń